Szukaj
Close this search box.

Świąteczna Metallica

Metallica

W moim życiu gitara i muzyka, to oprócz pasji także zawód, więc, żeby dbać o świeżość, sięgam specjalnie pamięcią do momentów, gdy fascynacja gitarą była pierwotna i czysta. Jeden z takich momentów przypada właśnie na czas świąteczny. 

Wiele lat temu, po około dwóch latach nauki gry na gitarze w szkole muzycznej, trafiłem na muzykę zespołu Metallica. Byłem wtedy nastolatkiem, do tego momentu słuchałem głównie zespołu Marillion (sugestia starszego kuzyna – mojego guru, to nic, że niezbyt znał się na muzyce, ale powiedział, że to dobry zespół! Heh, dobrze, że nie 'kazał’ mi słuchać disco polo 😱). Słuchałem też muzyki popularnej, jakiej słuchało się w latach 80 i 90. Kasetę (jakże by inaczej) Metalliki przyniósł mi kolega na Oazę, na którą wtedy co piątek chodziłem. To były Ballady, oczywiście jakaś piracka składanka (nieoficjalne wydanie, kompilacja z 1993 r.), żaden tam Black Album czy inny oryginał. Odtworzenie tej taśmy, w pustym i cichym domu (co było wielką rzadkością) jedynie przy świetle lampek dużej, pachnącej choinki to dla mnie synonim hasła: MAGIA ŚWIĄT! Tak teraz myślę,  że mając na Spotify pod palcem całą muzykę świata z jednej strony coś zyskujemy, ale z drugiej tracimy… 

A wracając do tamtego magicznego wieczoru. Słuchanie, to była tylko część tego doświadczenia. Tak naprawdę, pełne zanurzenie nastąpiło w chwili, gdy wziąłem gitarę i uświadomiłem sobie, że JA TO WSZYSTKO MOGĘ ZAGRAĆ!🚀 Miałem do dyspozycji gitarę klasyczną, więc oczywiście solówki z przesterem odpadały (szczególnie te powyżej 12 progu), ale wszystkie balladowe akompaniamenty i zagrywki na czystej barwie to była woda na mój młyn – a przecież to była kompilacja wolnych piosenek! 

Metallica kaseta

Słuchałem i uczyłem się ze słuchu utworu za utworem – jako pierwsze oczywiście nieśmiertelne Nothing Else Matters, potem Fade to black, Welcome home. A na stronie B (!) The unforgiven, One oraz To live is to die. Ach, to było najlepsze FLOW jakie pamiętam. Wcześniejsza, 6-letnia edukacja na skrzypcach z pewnością wyostrzyła mi słuch (bez progów trzeba było automatycznie cały czas słuchać, czy gra się czysto), a poziom trudności utworów był idealny dla mnie na ten gitarowy etap. Coś pięknego! Oczywiście późniejsza demonstracja kolegom i koleżankom w piątkowy wieczór była dodatkową nagrodą za ten mój „wysiłek”. Chociaż to już pamiętam o dziwo dużo mniej! Może taki z tego wniosek, że sam proces i odkrywanie własnych nowych możliwości, zdobywanie skilli, uczenie się, do tej pory są dla mnie cenniejsze niż zewnętrzne uznanie, które owszem jest bardzo przyjemnym dodatkiem!

Tego Tobie życzę przy okazji Świąt i nowego roku, ale też bez specjalnej okazji – odkrywania nowych możliwości, próbowania nowych rzeczy, powrotu do chwil i wspomnień, które dają Ci radość!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *