To cytat, który pada na początku filmu „Kompletnie nieznany”. Bob Dylan wypowiada te słowa, do swojego idola, którego odnajduje po niemałych trudach. To pierwszy moment, który poruszył mnie w tym filmie.
Zacząłem przypominać sobie spotkania, w których to mnie ktoś „zapalił”. Po których czułem inspirację i zapał do tworzenia, grania, ćwiczeń i rozwoju. Do takich na pewno należy spotkanie z Jackiem Cyganem, lekcja z Rolandem Dyensem, spotkanie z Krystianem Zimmermannem, niedawne warsztaty z Markiem Napiórkowskim. Takich momentów pamiętam o wiele więcej, a ostatecznie każdy dobry koncert, czy film – jak wczoraj – często był takim paliwem dla pasji i motywacją do rozwoju.
Po seansie rozmawialiśmy z przyjaciółmi – do kogo teraz każdy z nas chciałby pojechać po ISKRĘ. Czy obecność naszych idoli i autorytetów na wyciągnięcie ręki w instagramie i FB nie rozleniwia nas w jakiś sposób? Mamy podane ich metody pracy, sposób myślenia, a często nawet pokazują jak wygląda ich plan dnia i co jedzą. To często daje poczucie obcowania z nimi, ale czy jest nas w stanie realnie zainspirować?
Do kogo chciałbym pojechać po inspirację i paliwo dla mojej pasji?
Do którego gitarzysty, kompozytora, twórcy, pisarza, duchowego „guru”, sportowca…?
A do kogo Ty?
I co byś z tym zrobił/a?




